Ty i ja – początek. Przypomnienie znowu, może sobie?

Wpis jest powtórzeniem wpisu otwierającego ten blog,powtarzam go ponieważ bez znajomości faktów które mnie stworzyły takim jakim jestem czytanie nie ma większego sensu. A dostęp do początku jest trudny ,wymaga żmudnego przewijania. 😺

Zresztą dziś żyję życiem które z moim ma niewiele wspolnego, choć tu i teraz może jest najwazniejsze, może one( te życia) są najwazniejsze?

Czasem aby to co jest jasne stało się oczywiste wystarczy się cofnąc o jeden krok do początku

Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia, przebaczający niegodziwość, niewierność, grzech”

Jeśli chcesz poznać charakter człowieka , dowiedz się co myśli o nim jego kot”

Rozdział pierwszy – drugie życie.

Koniec lata – lata 80-te

Stoję nad człowiekiem leżącym w łóżku…..Wydaje mi się że go znam, tylko ta głowa zawinięta w bandaże, białka oczu/bo otwarły się na moment, spojrzał na mnie???/ – czerwone od krwi i ogromne sińce zamiast oczodołów. Próbował się ruszyć, ale jest przywiązany bandażami do łóżka.

Skąd się tu wziąłem…, kompletnie nie pamiętam. Kim jestem??? Ja nie stoję! Wiszę nad nim…. to JA. Co się stało????Skąd???Jak???Kiedy???Co to jest …. kiedy????
Muszę wziąć się w garść, zrozumieć o co w tym chodzi.


Obok ktoś jęczy; pić, komputu z porzyczek, co to jest komput/?/ aaa…, kompot z porzeczek! Zaraz mu podam, podchodzę, nie … podpływam, ale nie potrafię podnieść słoika i mu podać. Staram się jak potrafię, ale nic z tego nie wychodzi… wreszcie strąciłem, jakoś, szkło potłuczone na podłodze, „komput” rozlany, porzeczki….
Czuję że on odchodzi, że trzeba go ratować, nie potrafię…. Gdzie , do cholery są lekarze, pielęgniarki, naciskam na dzwonek przy łóżku, ale nic się nie dzieje! Może nie potrafię, tak jak ze słoikiem! Muszę mu jakoś pomóc, uratować, ale przed czym, nie wiem. Muszę kogoś zawołać.

Wychodzę z sali, wypływam??? O, tam jest dyżurka pielęgniarek, wchodzę/wpływam tam – siedzą i rozmawiają dwie, ale w ogóle mnie nie widzą. Jak?
Próbuję jakoś zwrócić ich uwagę, nic z tego. Szukam dalej…., chyba tam jest lekarz, tak śpi, ale jakbym go znał? Nie mogę go obudzić, znowu nic. A tam przecież on umiera. Umiera/???/ co to znaczy???
Zresztą teraz nie ważne, muszę kogoś znaleźć, kogoś kto mu pomoże. To szpital, muszą być inni ludzie, inne oddziały. Szukam  na innych piętrach, spotykam wielu ludzi, pielęgniarki, lekarzy, pacjentów, ale nikt mnie nie widzi, nie potrafię, jestem bezsilny.

Wracam do sali w której leże, próbuję obudzić samego siebie, próbuję rozwiązać bandaże, którymi przywiązano ręce z kroplówkami do ramy łóżka, jakoś się udaje, ale nie mogę siebie „obudzić”.

No jasne!!! Skoro jestem tu, to nie mogę też być tam, we własnym ciele!!!
Nagle ktoś staje przy mnie, to ten od komputu, uśmiecha się, ale widzę go też na łóżku!!!Zostawił swoje ciało, „mówi” że odchodzi, wyciąga rękę żebym szedł z nim. Nie chcę, jeszcze nie teraz! Co się dzieje???? Zamykam oczy, nigdzie stąd nie pójdę!!!

………………
Otwieram oczy, gdzie jestem? Nie znam tego miejsca, choć czuję że już tu byłem, może nawet wiele razy. Gdzie jest on … o jest, odchodzi w otoczeniu kilku ludzi. Czekali na niego, na mnie nikt nie czekał,… to po co tu jestem?
Nagle tysiące wrażeń…., wszystkimi zmysłami, nawet nie wiedziałem że jest ich/zmysłów/ tyle. Nagle robi się tłum wokół mnie, setki, tysiące ludzi i wszyscy chcą mi coś powiedzieć, przekazać….. zbyt wiele tego, nie rozróżniam kto , co „mówi”.
Poza tym nie chcę tu być, jestem inny…………….

 

1835201115635….

Powoli zaczynam rozumieć/czuć gdzie jestem i kim są te wszystkie istoty/nie ludzie, albo nie tylko ludzie/.Powoli zaczynam uczyć się, rozumieć to co one chcą ode mnie, co do mnie „mówią”, ale wciąż nie czuję się tam komfortowo- nie jestem taki jak one. Choć zaczynam rozróżniać głosy, to wciąż trudno mi to co „mówią” zrozumieć/zidentyfikować się z tym/.
To nie są „ludzie” , oni są uwolnieni od wszelkiej „cielesności”, to najlepsze części naszych „dusz”. Nie tylko ludzkich.

Wszyscy jesteśmy zbudowani z tych samych atomów co Jądro/ bo jest jeszcze one, a właściwie to przede wszystkim jest One/,a też zbudowane z tych samych atomów, też będące częścią nas, tak jak my od urodzenie jesteśmy częścią Jego.

Słyszę i zaczynam rozumieć, ludzi/??/ to nie są tylko „ludzie” to też kwiaty, drzewa, koty, psy i inne stworzenia – choć one są tu krótko, tylko „przechodem” w drodze do jedności, do jądra, wszyscy jesteśmy „braćmi” wszyscy jesteśmy zbudowani z tego samego – z atomów pochodzących z tego samego Jądra. Wszystko się przenika – nie rozumiem???
Wszystkie istoty emanują dobrem i miłością, lecz oni nie są całkowicie wolni, nie potrafią się zjednoczyć, a tego pragną najmocniej. Oferują mi wszystko co mają, wszystkie swoje myśli , uczucia, przeżycia, są wolni od ciała, ja nie jestem, ja nie jestem taki jak one. Tęsknię wciąż za częścią , która została tam ,gdzieś na szpitalnym łóżku. Nie chcę tu być , chcę wrócić, lecz nie wiem jak….?

Mówi do mnie…., kto? Nieważne, przecież wszyscy są tym samym, są jądrem, jego cząstką, pochodzą od niego i do Niego za każdym razem wracają, wiele razy, choć za każdym razem trochę inaczej i trochę inne w swojej stałości.
Mówi, że jest tu dla mnie miejsce, że muszę zrozumieć, że gdy zrozumiem, będę chciał zostać – nie chcę zrozumieć, chcę wrócić. Pokazuje mi trochę scenek z mojego życia, jakby ono się skończyło- tylko tyle, tylko tyle przez ponad dwadzieścia lat???Tęsknię za swoim życiem, chcę wracać!!!

Ile to trwa, czy wrócę, czy zdążę??Kompletnie nie rozumiem czasu tutaj, nie ma nocy, nie ma godzin, nie chcę zrozumieć. Bo co miałbym pojąć??? Że jestem nikim i niczym, tylko ziarnkiem piasku na nieskończonej pustyni???

Po co mi to rozumieć, nie chcę, chce znowu Żyć….

Nie chcę tu zostać, chcę wrócić, ta myśl dominuje. Tylko nie wiem jak stąd uciec i jak Tam trafić. Muszę chyba słuchać i uczyć się, to mi da jakąś szansę, ale ile czasu??? na to potrzeba.
Znowu do mnie mówi …. teraz się na to otwieram….. zaczynam widzieć. Widzę , gdzieś w głowie, w głowie??? Przecież głowa w łóżku!
Widzę jądro , lecz nie potrafię zrozumieć co to jest. Widzę, a może czuję jak w każdej sekundzie/czas?/ wysyła ono miliardy swoich „ziarenek”, w każdą stronę wszechświata. Co się z nimi dzieje ….- pokazuje mi drogę jednego.
Kieruje się ona…, tak, na ziemię.
Tam łączy się z innym ziarenkiem, wiem/skąd?/ co to jest. To cząstka „duszy” pozostawionej przez kogoś kto „odszedł”. Powstaje nowe życie, nowy człowiek będący cząstką Jego, drobinka trafia do wnętrza kobiety, już istnieje, jest ale poczeka jeszcze na moment otwarcia oczu.
Potem będzie rosła, w człowieku, z człowiekiem, nie, przecież to ona jest człowiekiem.
Będzie się rozwijać, upadać i się podnosić, aż kiedyś wróci do Niego, wróci gdy już do tego będzie przygotowana, ale znowu swoją cząstkę zostawi dla następnego. I tak jest od milionów lat, może miliardów, tylko kiedyś wyglądaliśmy inaczej.
Wiem/znowu skąd?/ co dzieję się z innymi cząsteczkami „rozsyłanymi” po wszechświecie, niektóre z tych co trafiają na Ziemię, stają się zwierzętami, roślinami, a nawet wypiętrzają się jako nowe góry i wulkany. Inne zasiedlają w różnych istotach cały wszechświat, który powstał miliardy ziemskich lat temu, a może…, przed chwilą bo ON/ONO tak chciało.
Trochę już zrozumiałem, ale dalej nie wiem jak wrócić.
Wiem że wszyscy i wszystko pochodzimy od Niego, jesteśmy nim i możemy przyczynić się aby był jeszcze doskonalszy! Doskonaląc siebie doskonalimy wszechświat, doskonalimy każdą istotę, doskonalimy Jądro!
W każdym z nas jest cząstka każdej  istoty ze wszechświata, w każdej istocie ze wszechświata jestem też ja, łączy nas wspólne pochodzenie i to pochodzenie powtarzające się tysiące razy.

Rozumiem, chcę być doskonalszy, ale właśnie po to chcę wrócić, mieć jeszcze jedną szansę, żeby po mnie, ziarenku, nie zostało tylko kilka obrazków……

Teraz już wiem, kim jestem, teraz wiem że tak jak wszyscy i wszystko jestem zbudowany z tych samych atomów co Ono, Jądro. Poznałem nawet jego/Jądra/ różne ,nadane przez wszelkie istoty imiona. One są ważne dla nas na pewnych etapach jako wskazówki, jako drogowskazy. Dzięki nim o wiele łatwiej trafić nam do celu.

Rozglądam się wokół ,widzę istoty doskonałe/z mojego punktu widzenia/, nie zasługuję jeszcze żeby być wśród nich, one mówią inaczej, one uważają mnie za jednego/jedną z nich, same wciąż powtarzają że jeszcze się uczą, jeszcze do tego celu jakim jest Boska doskonałość im wciąż daleko.
Czy jest możliwe aby ją osiągnąć??? Może nigdy tam nie „dojdziemy”, dążąc tam całą wieczność.
I wtedy znowu do mnie mówi – jesteś mną, zawsze byłeś, tak jak każde inne stworzenie, tylko musisz to zrozumieć. Nie ma dla ciebie żadnych ograniczeń, poza tymi, które sam na siebie nałożysz, a nałożysz prawdziwe bo zawsze byłeś i jesteś częścią mnie.
Dziękuję…, zrozumiałem…. , chyba….. Zatem nie muszę już nikogo pytać jak wrócić.

Myślę – WRACAM…….


i budzą mnie salowe zbierające potłuczony słoik.

  • Kto go rozwiązał….?
  • Cisza.

..

Odzyskałem przytomność po pięciu dniach!

Ordynator, który kierował operacją na moim otwartym mózgu, określał moje szanse na 20-30 %. Dr P. powiedział m o tym kilka miesięcy później i o tym że – „myślałem że może uratujemy Panu życie, ale teraz po tym w jakim tempie i w jaki sposób wraca Pan do zdrowia, zaczynam wierzyć że uda się Panu wrócić na studia i je skończyć”.

Wracam, wrócić, wróci Pan, życie pełne powrotów????

Potem.

Studia, praca, życie, morze.

Złe życie, coraz dalsze, coraz dalej od Niego.

Najpierw studiowanie religii, systemów filozoficznych a potem ukrycie wszystkiego głęboko, tak głęboko żeby już nigdy nie pamiętać.

Raniłem i odnosiłem rany. Niszczyłem światy dokoła, staczałem się i wszystko mi było obojętne. Żyłem jak nietoperz , w nocy nie w dzień. Nie potrafiłem do końca zrozumieć, odnaleźć tej prawdy, tej którą widziałem,

Prawdy, wolałem zakopać resztki najgłębiej.

Trochę spokoju i stabilizacji, wydaje się nawet że coś więcej, lecz nie, to znowu nie było to czego szukałem, nie byłaś to TY.

Potem promyk szczęścia, Miła , wtedy to ona nadała sens dalszemu istnieniu, nadaje dalej, a ja wciąż szukam. Już bez nadziei, ale przecież ON mi to pokazał, tylko właściwie co, co ja widziałem, Co?

Znalazłem, choć wcale tego nie rozumiem. Ktoś tak odległy a tak bliski, jak kalka mojej własnej duszy. Nie było ważne jak wyglądasz, czy może było, bo przecież miałem oczy.

Lecz najważniejsze było nie to co widziałem, najważniejsze to co czuła moja dusza. Nigdy nie było takiego zrozumienia i jednocześnie takiej chęci, pragnienia poznania więcej. Czułem, słyszałem Twoje myśli, bałem się tego, choć pragnąłem tego jak nigdy. Stawałaś się zbyt ważna i kilka razy chciałem uciec, nie potrafiłem.

U Ciebie dostrzegałem to samo, krok do przodu, dwa kroki w tył.

Czy już wtedy wiedziałem jak bardzo Cię kocham?

Nie. Nie, bo gdybym wiedział, gdybym rozumiał co czuję to powiedziałbym : bądź ze mną zawsze, lub odejdź na zawsze .

Stchórzyłem?

Nie, nie wiedziałem nic, dopóki nie zacząłem Cię ranić. Im bardziej Cię raniłem tym bardziej mnie bolały, Twoje rany, każda , a ja wciąż nie wierzyłem, gdy pojąłem było zbyt późno, zbyt późno dla mnie, zbyt późno dla Nas.

Muszę odejść i zrobić miejsce innemu, innemu sobie. Może on potrafi choć trochę naprawić, mi nie dasz szans, czy dasz jemu, wątpię, ale nie można nie spróbować, te wszystkie rany…. Żegnaj C…..X

Opublikowane przez Zib

jestem jaki jestem, mnóstwo wad i może jedna zaletą, wierność ludziom i wyznawanym prawdom

6 myśli w temacie “Ty i ja – początek. Przypomnienie znowu, może sobie?

  1. Czytałam ten wpis kilka miesięcy temu, miałam mętlik w głowie, nie wiedziałam co o tym myśleć…jak się do tego odnieść…!? Szczerze mówiąc, nic się nie zmieniło…jestem skołowana. Trzy osoby opowiadały mi o swojej śmierci, ale to co One przeżyły było innym rodzajem doświadczenia niż Twoje…Tak sobie pomyślałam, że może to w jaki sposób umieramy zależy od tego w jaki sposób żyliśmy…

    Polubienie

    1. Myslisz? Tak jak różnice w religiach w zależności od różnic w kulturach?
      Nie interesuje mnie to ani nie kreci, ja nie czytałem wcześniej życia po życiu i opisuje tylko to co wiem, czego doswiadczylem. Bez dramatycznych tuneli do nikąd 😇😇😇

      Polubione przez 1 osoba

      1. Niczego Ci nie zarzucam, ani nie podważam wiarygodności Twoich słów…po prostu głośno się zastanawiam…Nie robiłam i nie robię też żadnych podziałów, na lepszych – gorszych, bogatych – biednych, mądrych – czy głupich…Nie wytykam różnic…Zresztą, tamte osoby też miały rozbieżne przeżycia…

        Polubienie

      2. A może to chodzi o kobiety? Może my inaczej umieramy? Jedna z nich słyszała cudowną muzykę, druga widziała łąkę z pięknymi kwiatami (pewnie ja też taką zobaczę…), trzecia natomiast wszechogarniający seledynowy kolor…I żadna z nich nie chciała wracać…Ty jako facet – filozof, myśliciel…podszedłeś do tego w sposób naukowy 😉

        Polubienie

      3. Coś w tym może jest, i nie ma nic wspólnego z płcią. Raczej z tym że jesteśmy tak różni choć czasem tak podobni. Dróg Tam do Celu też są miliony/ a raczej biliony. Tyle ilu ludzi. Każda jest w pewnym sensie inna, to i miejsce docelowe może być rude albo seledynowe(selenystare?)😘

        Polubione przez 1 osoba

      4. A może to ma związek z naszymi upodobaniami, wewnętrznym „ja”… ? A może Bóg wie jak sprawić, byśmy się nie bali śmierci i żeby była ona dla nas miłym doświadczeniem…? A może…???

        Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: